poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział II

Wstałam od stołu i szybkim krokiem zmierzałam w stronę salonu. Na stole stał wielki bukiet czerwonych róż a do jednej z nich był przyczepiony mały liścik. Z wielkim uśmiechem na twarzy otwierałam mała kopertę. Z nadzieją że to od Alana. Na liściku było napisane”Witaj ślicznotko, przepraszam ale wypadło mi coś ważnego. Jeśli nie masz planów to możemy przełożyć naszą kolacje na jutro. Harry.xx”. Przez chwile zastanawiałam się czy to na pewno kwiaty dla mnie bo nie znałam żadnego chłopaka o imieniu Harry. Czytałam jeszcze raz liścik i po słowach „Witaj ślicznotko” skojarzyłam że to musi być ten brunet na którego wpadłam na ulicy. Odłożyłam liścik na stolik i usiadłam na kanapie. Ciągle nie mogę przestać myśleć o Alanie i o tym, że teraz jakaś blondynka go obejmuje, całuje. Nie może to do mnie dotrzeć, to strasznie boli. A do tego tajemniczy chłopak o zielonych oczach mnie wystawił tak po prostu je odwołał nie podając powodu. Jakoś nie byłam tym specjalnie zasmucona. Telefon przywiózł mi jakiś ogromny mężczyzna. Nie miałam pojęcia kim był ale za mój telefon chciał telefon zielonookiego. Nie protestowałam. Ważne, że mój telefon jest w moich rękach.
-Gabrysia ja idę do domu się przygotować do koncertu-powiedziała Violetta wyrywając mnie tym z przemyśleń-ty też się lepiej zacznij szykować bo o 15 masz być u mnie w domu.-dopowiedziała
-Okej, a która jest godzina ?-zapytałam wstając z kanapy i idąc w stronę drzwi.
-Po 12. Do zobaczenia-dała mi całusa w policzek i wyszła. Skierowałam się do łazienki z niechęcią. Strasznie nie chciało mi się jechać na ten koncert jednak obiecałam Violettcie, że pojadę więc tak zrobię...mimo wszystko. Wzięłam prysznic, zakręciłam lekko włosy, narzuciłam na siebie szlafrok i poszłam do sypialni. Wzięłam telefon do ręki, było po 13 a Violetta wysłała mi już chyba z 10 sms-ów pytając co ma na siebie włożyć, co ja zakładam, czy lepiej nałożyć delikatny makijaż czy wyzywający. Nie rozumiem, od samego rana się szykuje naprawdę się cieszy na ten wyjazd. Ja jednak jak to w sobotę wolę zejść na dół wypić sobie kawę i poczytać kilka rozdziałów książki. Koncert rozpoczynał się o 19:30 a dochodziła 13:30 „najwyższa pora się ubrać” – pomyślałam. Ubrałam się w obcisłe jeansowe rurki do tego luźną białą bluzkę,czarną skórę i czarne trampki. Około godziny 14:20 wyszłam z domu i kierowałam się do domu Violetty. Zapukałam do drzwi po chwili otworzył mi brat Violetty – Matt.
-Hej Gabi-podał mi rękę na przywitanie a ja uczyniłam to samo.
-Hej Matt-odpowiedziałam i weszłam do środka.
-Violetta jest strasznie zajęta od rana biega po domu i z każdych zakątków domu wyciąga jakieś ubrania ! – powiedział lekko oburzony Matt. Weszłam do niej na górę kiedy otworzyłam drzwi do pokoju, nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Ubrania były wszędzie na biurku, na podłodze, na łóżku.
-To jak idziemy ? – powiedziała Violetta ignorując moją minę.
-Nie masz zamiaru tego posprzątać? – zapytałam ze zdziwieniem.
-Żartujesz ? Mamy autobus o 15 a do przystanku jest kawałek drogi – odparła lekko oburzona.
Nic więcej nie powiedziałam bo złapała mnie za rękę i wyszłyśmy z domu kierując się prosto na przystanek. O 15:09 z lekkim spóźnieniem autobus się zjawił. Zajęłyśmy miejsca na końcu. Czekała nas 3-godzinna podróż do Londynu. Violetta przez cały czas nawijała o wszystkim i o niczym a ja po prostu siedziałam cicho. Nie wspominałam, że nie mogę zapomnieć o Alanie. Nie chciałam,żeby się o mnie martwiła. Podróż autobusem minęła szybko i wreszcie mogłyśmy wyjść, rozprostować kości. Wychodząc z autobusu pomyślałam że właśnie zamykam jeden rozdział związany z moim byłym a otwieram nowy wraz z zaczynającymi się dzisiaj wakacjami. Przyrzekłam sobie że zapomnę o Alanie, że już nigdy się nie uzależnię tak od faceta, że już nigdy nie dam się zranić, że od teraz to ja będę się bawić czyimiś uczuciami. Mam zamiar dobrze się bawić na koncercie i nikt ani nic tego nie zepsuje.
-Nareszcie jesteśmy na miejscu-rzekła Violetta, przeciągając się.
-Ile mamy jeszcze czasu do koncert ?-zapytałam
-Jeszcze 2 godziny - odpowiedziała zerkając na telefon.
-Mam ochotę na kawę, znasz jakąś fajną kawiarnie ? - uśmiechnęłam się do Violi bo wiedziałam że zna Londyn jak własną kieszeń.
-Pewnie że tak-odwzajemniła uśmiech - Za rogiem jest Starbucks.-dopowiedziała. Doszłyśmy do kawiarni w kilka minut. Usiadłyśmy przy oknie i zamówiłyśmy 2 kawy i Croissant'y. Siedziałyśmy tam chyba z godzinę pijąc kawę, jedząc rogaliki, rozmawiając. Gdy miałyśmy już wychodzić podszedł do nas mały chłopczyk wyglądał na około 5 lat i był cały zapłakany.
-Mamusia mnie zostawiła, nigdzie nie mogę jej znaleźć-powiedział i bardziej się rozpłakał
-Nie martw się pomożemy ci, jak ma na imię twoja mamusia ? A jak wygląda ?-wypytywała Violetta
-Mar...garett - wyjąkał chłopczyk-Ma długie brązowe włosy i czerwony płaszczyk.-dopowiedział maluch. Zapłaciłyśmy, Violetta wzięła go za rękę i wyszłyśmy przed kawiarnie. Chodziłyśmy po chodniku szukając mamy chłopczyka, ponad 30 min.
-Violetta, zaraz zaczyna się koncert-powiedziałam zmartwiona ze nie zdążymy-Zaprowadźmy go na komisariat, może jego mama już zgłosiła zaginięcie-dopowiedziałam z nadzieją, Violetta spojrzała na mnie i śmiesznie zmarszczyła brwi .
-O patrz.!-krzyknęła, wzięła malucha na ręce i wskazała wysoką kobietę -Może to jest twoja mama ?
-Tak, mama.!-wykrzyczał chłopczyk, a kobieta spojrzała w naszą stronę i ze łzami w oczach podbiegła.
-O boże.! Ben.!-wzięła malucha na ręce i mocno przytuliła - Dziękuje wam że się nim zaopiekowałyście.-podziękowała kobieta.
-Nie ma za co-powiedziała z uśmiechem na ustach Viola
-Zaraz się spóźnimy-powiedziałam zerkając nerwowo na zegarek.
-A tak to idziemy.-uśmiech z twarzy Violetty zniknął -Przepraszam ale się śpieszymy, część Ben, pilnuj się mamy - pożegnałyśmy się z maluchem i chciałyśmy już odchodzić.
-Może was gdzieś podwieźć - spytała, a ja wraz z Violą odwróciłyśmy się, spojrzałyśmy na siebie i kiwnęłyśmy głowami zgadzając się.



***Oczami Violetty***


Wsiadłyśmy do samochodu, do koncertu zostało 20 minut. Przez cała drogę martwiłam się czy zdążymy. Nie chciałam żeby vipowskie bilety które dostałam od rodziców przepadły, być tak blisko żeby zobaczyć One Direction i zmarnować tą szanse. Po 15 minutach dojechałyśmy na miejsce, weszłyśmy jako ostatnie. Miałyśmy miejsca pod samą sceną więc musiałyśmy przeciskać się przez całą hale. Gdy doszłyśmy na wyznaczone miejsca, melodia do „Up All Night” zaczęła lecieć a na scenę wszedł Liam i zaczął śpiewać. Wszystkie dziewczyny zaczęły piszczeć. Przez cały koncert piszczałam, śpiewałam wraz z chłopakami. Po prostu świetnie się bawiłam lecz wszystko co dobre kiedyś się kończy. Mieli zaśpiewać ostatnią piosenkę którą było „ Live while we're young”. Jako pierwszy zaczął śpiewać Liam, następnie Zayn, później wszyscy. Gdy Niall zaczął śpiewać, piszczałam najgłośniej bo to jego najbardziej kochałam z całego zespołu. Po słowach „So tonight...” podniósł rękę do góry z której wypadło coś srebrnego i uderzyło mnie w oko. Była to srebrna bransoletka na której było wyryte jego imię. Resztę piosenki przyglądałam się przedmiotowi który mnie uderzył. Chłopcy skończyli piosenkę, pożegnali się i zeszli ze sceny. Za kulisy mogły wejść jedynie osoby które wcześniej zapłaciły. „Nie wiem jak to zrobię,ale muszę się tam dostać” – pomyślałam.


niedziela, 17 marca 2013

ogólnie..

Cześć ! : )
Prowadzę tego bloga wraz z przyjaciółką od piątku,a już po pierwszym rozdziale tyle miłych komentarzy także dziękujemy będziemy starać się coś tu dodawać co 3-4 dni i raczej nie będziemy powiadamiać osobno,jeśli będziecie nas czytać to myślę,że będziecie wiedzieć kiedy mniej więcej coś nowego ; )  czasem coś się może przedłużyć,bo różnie to bywa : )
Mamy już kolejny rozdział który ukażę się tu pewnie jutro i masę pomysłów na następne rozdziały ! : )
Więc czytajcie i komentujcie będzie nam bardzo miło ; )


piątek, 15 marca 2013

Rozdział I


Szłam ulicami Londynu, właśnie zerwał ze mną Alan, chłopak którego kochałam, który był moim całym światem. Dlaczego mnie zostawił ? Znalazł sobie ładniejszą blondynkę. A jeszcze dzień wcześniej obiecywał że nigdy mnie nie zostawi ,nie zrani a jednak. Miałam milion pytań na które nie znałam odpowiedzi, biłam się z myślami, czułam jak łzy napływaj mi do oczu. Niebo pociemniało i zaczęły spadać na moja twarz pojedyncze krople deszczu. Założyłam kaptur i wyjęłam telefon, chciałam zadzwonić do mojej przyjaciółki. Chciałam jej powiedzieć co się stało. Nagle wpadłam na kogoś. Upadłam na ziemie tak jak mój telefon który jeszcze przed chwila trzymałam w ręku. Spojrzałam w górę i ujrzałam zielonookiego bruneta. Chłopak podniósł się z ziemi i podał mi rękę. Wstałam i rękawem od bluzy wytarłam oczy żeby nie zauważył że płakałam.
-Przepraszam. Nie powinienem pisać sms-ów i iść.-zaczął mówić chłopak.
-Nic się nie stało.-wydusiłam z siebie, nie patrząc na bruneta.
-To może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na kawę.-zaproponował-Znam fajna restauracje za …-nie zdążył dokończyć zdania bo mu przerwałam i zaczęłam mówić.
-Przepraszam śpieszę się.
-Szkoda, może następnym razem jak wpadniemy na siebie, a to chyba twoje. –uśmiechnął się i podał mi telefon a w jego ręce zobaczyłam taki sam.
-Tak, dziękuje-odpowiedziałam, by jak najszybciej być znowu sama. Chciałam już odchodzić kiedy chłopak złapał mnie za ramie i podał mi mała zwinięta w kostkę karteczkę.
-Zadzwoń-powiedział z uśmiechem na ustach i poszedł przed siebie. Schowałam ją do kieszeni i ruszyłam w stronę domu. Była we mnie jedynie złość i nienawiść do chłopaka którego kiedyś kocham.

***Po 15 minutach***

Doszłam do domu cała przemoczona, zdjęłam płaszczyk i weszłam do salonu. Mojego taty nadal nie było, wyjęłam telefon i chciałam zadzwonić do Violetty. Zaczęłam przeglądać kontakty, wydawały się takie jakieś obce. Nagle telefon wydał z siebie dźwięk a na ekranie zauważyłam swój numer.
-Halo.?-powiedziałam zdziwiona
-Witaj śliczna, chyba pomyliliśmy telefony
-Zauważyłam, więc kiedy mi oddasz moja własność?-zapytałam bo jak najszybciej chciałam odzyskać to co należy do mnie.
-To może spotkamy się na kolacji i przy okazji wymienimy się telefonami ?-odpowiedział pytaniem na pytanie
-Nie odpuścisz ?-spytałam i tak znając odpowiedz.
-Nie, to dzisiaj o 20. Wiec gdzie mam podjechać ?
-To jutro o 17, (ulica i numer domu)-powiedziałam i nie czekając na odpowiedz rozłączyłam się. Telefon odłożyłam na stolik i skierowałam się w stronę moje sypialni w celu przebrania się gdyż moje ciuchy były całe przemoczone od deszczu. Stałam przed szafą, przebierając się w suche ubrania gdy usłyszałam trzask drzwi i krzyk mojej przyjaciółki.
-Gabriella, Gabriella.- usłyszałam z dołu, więc zeszłam po schodach dopinając bluzę .
-Co ?-zapytałam a na ustach Violetty zauważyłam uśmiech.
-Mam bilety na jutrzejszy koncert One Direction.!-wykrzyczała i rzuciła mi się w ramiona-Vipowskie miejsca, pod sama sceną.-dodała.
-Ciesze się.-powiedziałam i sztuczni się uśmiechnęłam.
-Coś się stało?-zapytała i momentalnie posmutniała.
-Alan zerwał ze mną dla jakiejś pustej blond lalki-wyszeptałam i z płaczem rzuciłam się w ramiona Violetty. Zaczęłam opowiadać jej wszystko od początku. Usiadłyśmy na kanapie w salonie i długo rozmawiałyśmy. Po czym zasnęłam na kolanach mojej przyjaciółki.

***Oczami Violetty***

-Jak on mógł ją zranić, totalny kretyn jeśli zostawił tak wspaniałą osobę jaką jest Gabriella dla jakiejś pustej lalki.-rozmawiałam ze sobą gdyż Gabi zasnęła na moich kolanach. Postanowiła ja przenieść do jej sypialni żeby się mogła wyspać. Następnie poszłam do pokoju gościnnego, położyłam się do łóżka i po chwili usnęłam. Gdy się obudziłam, wzięłam telefon do ręki i sprawdziłam godzinę. Było parę minut po 10 rano. Po cichu zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni. Chciałam zrobić dla nas śniadanie. Wyjęłam potrzebne składniki do zrobienia naleśników gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam zobaczyć kto o tak wczesnej godzinie do nas zawitał. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam kuriera który trzymał wielki bukiet czerwonych róż.
-Przesyłka dla pani Gabrielli Rain. Proszę podpisać w tym miejscu.-powiedział i dał mi kartkę. Podpisałam się za przyjaciółkę gdyż nie chciałam jej budzić.
-Proszę - odpowiedziałam i oddałam mu podpisaną kartkę a on podał mi kwiaty. Zamknęłam drzwi i poszłam po wazon, nalałam wody i wstawiłam tam kwiaty. Postawiłam bukiet w salonie na stoliku i skierowałam się w stronę kuchni w celu dokończenia śniadania. Gdy już kończyłam smażenie naleśników usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach.
-Piękne zapachy, a ja jestem strasznie głodna-powiedziała Gabrysia i usiadła przy stole.
-Już kończę, wyspałaś się ?-spytałam, nakładając ostatniego naleśnika na talerz.
-Tak, dziękuje że mnie przeniosłaś.!-odpowiedziała i szczerze uśmiechnęła się do mnie.
-Proszę i smacznego-postawiłam talerz na stole i usiadłam obok przyjaciółki.
-Nawzajem-powiedziała i zaczęła zajadać się naleśnikami z dżemem.
-Jest dla ciebie przesyłka, stoi w salonie na stoliku-powiedziałam, przeżuwając naleśnika.
-Co ? Jaka przesyłka ?-spytała i śmiesznie zmarszczyła brwi.
-Idź i zobacz.-powiedziałam z uśmiechem na ustach. Gabriella wstała od stołu i poszła w stronę salonu. Dokończyłam śniadanie, pozbierałam naczynia i skierowałam się w stronę kuchni żeby pozmywać po posiłku.

Bohaterowie


Gabriella Rain (19l.) 

Mieszka w Stafford wraz ze swoim tatą,jej mama zmarła kiedy miała 8 lat.Interesuje się fotografią najbardziej lubi to robić w samotności.Z reguły jest osobą niedostępną trudno złapać z nią jakiś kontakt.Jedyną osobą której ufa jest jej przyjaciółka Violetta.Lubi też czasem śpiewać.Po wakacjach które spędzi w Londynie zaczynie studiować na uniwersytecie w Liverpool. W wakacje przez przypadek poznaje One Direction. To spotkanie odmieni jej życie.
Violetta Edwards (19l.)
Mieszka w Stafford wraz z rodzicami i starszym bratem. Gra na gitarze od kiedy skończyła 10 lat a od 4 lat również na pianinie. Jest zwariowaną, szaloną i spontaniczną dziewczyną. Uwielbia słuchać muzykę a zwłaszcza One Direction, cały pokój ma w ich plakatach. Lubi jeździć na deskorolce a wieczorami chodzić na imprezy wraz z grupą znajomych.


Zespół One Direction
 Brytyjsko-irlandzki boysband. W jego skład wchodzą: Niall Horan(20l.), Louis Tommlinson(22l.), Harry Styles(19l.), Liam Payne(20l.) i Zayn Malik(20l.). Przyszli pojedyńczo do VII edycji brystyjskiego programu X Factor i zostali połączeni w grupę. Aktualnie mieszkają w Londynie  i zaczynają trasę koncertową.
















                             Ryan Rodriguez (20l.)
Kiedyś grzeczny chłopak teraz typowy bad boy. W wieku 7 lat stracił brata i od tamtej pory zaczęła się jego przygoda z papierosami, alkoholem i bujkami.Uwielbia jazdę na motorze. Wygrał nie jeden wyścig.